środa, 22 stycznia 2014

Liebster Awards

Po raz pierwszy zostałam nominowana i to przez kogo! Samą Mildredred - http://well-you-are-quite-nice-you-know.blogspot.com/! Jestem bardzo szczęśliwa i po prostu chciałam podziękować za docenienie mnie i mojego bloga. To niesamowite.
Wiem, że stosunkowo dawno, bo 10 dni temu zostałam nominowana, ale dopiero teraz mogłam na spokojnie usiąść i wszystko napisać.
To zaczynajmy:
1. Czemu Dramione?
Od momentu kiedy przeczytałam jak Draco nazwał Hermione "szlamą" miałam wrażenie, że za tym przezwiskiem jest coś więcej. No nie wiem, może to po prostu moja głupia wyobraźnia, ale rozum tylko takie wytłumaczenie mi podawał na przezywanie Hermiony. Dlatego postanowiłam, że nie mogę tej historii tak zostawić, tym bardziej po tym jak J.K.Rowling pozwoliła by Hermiona marnowała się u boku Rona (bez obrazy dla wszystkich czytających to, Rowling to świetna pisarka ale w tej kwestii nie zgadzam się z nią), zaczęłam pisać. To chyba był mój przełom. Zaczęłam inaczej patrzeć na świat, na uczucia ludzi i myślałam sobie "Tak. To będzie idealne" albo "Tak. Muszę to tak samo napisać". Byłam po prostu zafascynowana tymi postaciami, niby tak innymi i odległymi sobie a jednak coś ich łączyło. Mianowicie magia. Świat magi. Zaczynanie mojej przygody z Dramione było istnym szaleństwem. Nadal jest.

2. Co jest dla ciebie najważniejsze w życiu?
Na pierwszym miejscu jest moja siostra, która aktualnie ma 3 lata. Jest po prostu moim aniołkiem i siłą, natchnieniem by pisać. Jest po prostu idealna. Na drugim miejscu jest przyjaźń. Ta jedyna, niezapomniana i trwała. Potem jest pisanie, które zajmuje mi najwięcej czasu. Ciągle doskonalenie się w tym co robię. Gdybym musiała wybierać co jest bardziej ważne dla mnie czy ludzkie uczucia czy pisanie.. nie potrafiłabym wybrać.

3. Co byś pokazała Malfoyom jako argument, że mugole nie są tacy głupi?
Z pewnością nasze wynalazki, nie chodzi tu o telefony, telewizja, internet, to wszystko jest ważne. Na pewno pokazałabym im samochody i samoloty, rowery, wszystko co wiążę się z przemieszczaniem. Pokazałabym, że nie tylko teleprtacja czy pociąg to sposób na szybkie przybycie do upragnionego lub mniej celu. Pokazałabym im na pewno, na 100000000% bibliotekę. Wariatka we mnie by się wyzwoliła i bym pokazała, że mamy wielkich poetów i wspaniałych, niepowtarzalnych pisarzy.

4. Najśmieszniejsze wspomnienie z dzieciństwa?
Zawsze gdy zastanawiam się co było najśmieszniejszym wspomnieniem z dzieciństwa, nic nie przychodzi mi do głowy. Pamiętam tylko jedną sytuację, przez którą za każdym razem gdy tylko sobie o tym przypomnę płacze. Pamiętam jak mój tata wrócił z pracy późno i dostałam jedną, jedyną rzecz od niego. Białego misia, chyba słonika. Miałam wtedy prawie 5 lat. Pamiętam jak cieszyłam się i robiłam wszystko by chronić moją zabawkę.  Chowałam go w każdym kątku w domu by nikt mi nie zabrał.

5. Gdzie chciałabyś pojechać?
Jestem typem podróżniczki, więc jestem chętna zwiedzić cały świat. Choć najbardziej chciałabym pojechać do Irlandii, Wielkiej Brytanii i Francji. Moje trzy miejsca, w których chciałabym zamieszkać chociaż na moment.

6. Jesteś zaproszona do Malfoy Mannor. Nie ma mowy o wykręceniu się - musisz iść. Opisz wieczór z rodzinką M.
Staram się być miła. Nie mówię zbyt wiele o sobie. Odpowiadam na pytania tak by nie zdenerwować zbytnio. Nie zadaje zbędnych pytań typu "Gdzie kupiła Pani ten dywan?". Komplementuje wszystko co się da ale zachowuje ostrożność i robię wszystko by nie przesadzić. "To tu zabito te gobliny? A racja. Temat TABU." Nie. Absolutnie brak takich uwag. "Piękne kolczyki. Komu Pani je ukradła?" Tak... takich też.
A więc tak: Ognista lub jakieś winko, rozmowa na neutralne tematy, wspominanie dzieciństwa ich pierworodnego syna (niech się Narcyza cieszy), wspominanie porażek Draco ale i jego sukcesów. A no i brak tekstów i zdań z podtekstem erotycznym i oczywiście kategorycznie zabrania się flirtowania.

7. Jakie trzy rzeczy zmieniłabyś w książce o HP?
1) Rozbiłabym wiele związków, by stworzyć nowe.
2) Przywróciła bym życie wielu osobom.
-Albus Dumbledore
-Severus Snape
-Remus Lupin
-Sirius/Syriusz Black
-Fred Weasley
3) Dementorzy. Kiedy Ministerstwo skaże kogoś na pocałunek, ten ktoś powinien umrzeć.

8. Co robisz gdy się nie uczysz?
Śpię, jem, pije, obijam się, pisze, śpiewam, oglądam durne filmiki, nie uczę się, patrze na ścianę obok i komplementuje ją mówiąc, że jest brzydka i gruba.----------> to był żart, aż taką wariatką nie jestem.. a może...?

9. Czy zawsze mówisz/piszesz to, co myślisz?
Tak. Zawsze. No może zawsze. Staram się mówić tak by nikogo nie urazić, ciężko jest, nie wychodzi mi to zbyt dobrze, ale każdy uczy się na swoich błędach, prawda? Jestem szczera do bólu i chwilami się zapominam, przyznaje.


10. Lubisz wielbłądy?
Nic do nich nie mam, więc nawet lubię.


A teraz czas na moje pytania.
1. Co Cię zainspirowało do pisania tej historii?
2. Jak bardzo cenisz sobie opinie innych ludzi?
3. Masz ulubioną aktorkę/ aktora?
4. Co byś zmieniła w HP?
5. Jesteś zadowolona z ekranizacji powieści J.K.Rowling?
6. Z kim się utożsamiasz z HP i dlaczego?
7. Lubisz budyń?
8. Czym, twoim zdaniem, jest siła przyjaźni?
9. Ulubiona postać z HP?
10. Dlaczego ta powieść fantastyczna a nie inna zainspirowała Cię do pisania?

Blogi nominowane:
1. http://well-you-are-quite-nice-you-know.blogspot.com/
2. http://nowa-hermiona-granger.blogspot.com/
3.  http://hogwart-diary.blogspot.com/
4.http://dramiona-la-fin-de-la-vie.blogspot.com/
5. http://dramione-never-let-me-go.blogspot.com/

To by było na tyle. Jeszcze raz dziękuję za nominacje!
Pozdrawiam,
Dark Liliane

niedziela, 12 stycznia 2014

Miniaturka IV cz.II- "Ciągle żywe lecz już martwe wspomnienia"



"Ciągle żywe lecz już martwe wspomnienia"



Goodbye, brown eyes
Goodbye, for now
Goodbye, sunshine
Take care of yourself-
Avril Lavigne "Goodbye"

         Dwa długie miesiące minęły od ich rozstania. Draco po terapii wstrząsowej, którą dostał od przyjaciela postanowił walczyć o swoje szczęście. Miał nadzieję, że nie jest już za późno. Dowiedział się gdzie mieszka, gdzie pracuje. Wydawała się...szczęśliwa, gdy rozmawiała z jakąś małą dziewczynką. Obserwował ją dopóki nie zgasiła światła i wyszła na oświetloną ulicę. Chłodny wiaterek porwała jej apaszkę. Jedyną rzecz, którą miała na sobie oprócz luźnej sukienki. Nagle odwróciła się ze łzami w czekoladowych oczach w stronę parku jakby podejrzewała, że ktoś ją obserwuje. Włosy jak i sukienka rozwiewały się na wszystkie strony. Mężczyzna schował się za najbliższe drzewo. Nie teraz. jeszcze nie teraz. Jeszcze kilka chwil. Nie był gotowy na ostateczne starcie z byłą narzeczoną. Bał się. Z każdym dniem coraz bardziej się bał, że jednak mu nie wybaczy. "Dobra stary. Teraz musisz to zrobić."- pomyślał ale gdy wyszedł z kryjówki, jej już nie było. Kopnął noga w pień drzewa i w myślach zaczął przeklinać swoją głupotę i jawne tchórzostwo. 
       Tymczasem kobieta wróciła szybko do domu i przebrała się. "Powinnam bardziej o siebie zadbać."- pomyślała, oplatając dłońmi gorący kubek herbaty. Spojrzała na swoje odbicie w oknie a wtedy z ust wydobył się jęk rozpaczy pomieszany z westchnięciem. Była taka sama, może trochę blada niż zazwyczaj. jedyne co ją odróżniało od dawnej Hermiony to zaokrąglony brzuch, którego nie dało już się ukryć. Za niecałe 4 miesiące zostanie matką. Urodzi małą istotkę, którą już kochała całym sercem. Ich dziecko, o którym on nic nie wiedział. Z łoskotem odstawiła na blad szklankę. Targały nią wyrzuty sumienia, których nie mogła się pozbyć. Chciała mu powiedzieć. Chciała  zobaczyć jego minę. Byłby szczęśliwy czy może wyśmiałby ją i powiedział, że to jej problem. Na samą myśl serce ją bolało a łzy napływały do oczu. On nie może się dowiedzieć. Na razie nie może. To teraz jej życie i nic mu do tego. To ona zawsze była odpowiedzialna za swoje decyzję i teraz też będzie. Jeżeli on się dowie, trudno. Dziecko powinno mieć ojca. Londyn to duże miasto ale przecież nie będzie się przed nim chować. Kiedyś zauważy. Oby jak najpóźniej. Koniec z ukrywaniem się. Prędzej czy późnej wścibscy ludzie zobaczą, że jest w ciąży, a ona zrobi specjalnie by stało się wcześniej. Uśmiechnęła się słabo do swojego odbicia i poszła do sypialni.

~*~

Następnego dnia czekał tam na nią, ale dopiero po południu kiedy została sama, wszedł cicho. 
-Dzień dobry.- powiedział a kobieta ze strachem spojrzała na nowo przybyłą osobę. 
-Co ty tu robisz?- spytała oschle i ostatkiem sił zdusiła w sobie chęć powiedzenia mu, że go kocha. Mocniej przycisnęła ciało do lady by nic nie zauważył.
-Przyszedłem do ciebie. Dużo myślałem...- powiedział spokojnie- o nas.
-Nie ma żadnych nas Malfoy a teraz wyjdź.- powiedziała stanowczo i wróciła do przerwanej czynności.
-Hermiona, wysłuchaj mnie. Na to co zrobiłem nie ma wytłumaczenia i nigdy nie zrozumiem co mną kierowało. Przepraszam Cię za wszystko z mojej strony. Nie chciałem tego. Zrozumiałem swój błąd. Musisz, znaczy nie musisz... ja chcę żebyś mi uwierzyła.- powiedział szybko, plącząc się. Spojrzał na znieruchomiałą kobietę.
-Wyjdź- powiedziała tylko i weszła do magazynu. Musiała ochłonąć. Chciała zacząć życie bez kłamstwa a teraz nie wiedziała co ma zrobić. Chciała by wiedział i ich dziecku ale chciała by zobaczył ją na ulicy, spacerując z ich malutkim dzieckiem. Nie teraz. Teraz nie była całkowicie gotowa. Nie była gotowa spojrzeć mu w oczy i wybaczyć to wszystko, ale miała być silna. Zmierzy się z przeszłością i nie ugnie się. Spróbuje. Kilka głębokich wdechów i weszła z powrotem. Koniec z ukrywaniem się. Kobieto, walczyłaś z Voldemortem a teraz się boisz?. Na tą myśl prychnęła cicho a mężczyzna spojrzał na nią błagalnie. Choć nic nie powiedział, wiedziała, że podświadomie prosi ją o jakiś najmniejszy gest.- Miałeś wyjść.
-Miałem ale nie chce. Rozumiem dlaczego mi nie wybaczysz. Jestem nawet w stanie powiedzieć żebyś nawet nie próbowała tego robić. Wiem że na to nie zasługuję. A ty... ty zasługujesz na kogoś lepszego ode mnie. "Kocham cię. Będę cię kochał do dnia w którym umrę. A jeśli jest po tym jakieś życie, to wtedy też będę cię kochał."*- kobieta uśmiechnęła się lekko. 
-Miło, że to mówisz.- mruknęła pod nosem, ale usłyszał. Wzięła kilka książek i przeszła obok niego. Stała tyłem, powoli wkładając pojedyncze egzemplarze na przeznaczone miejsce. Czuła na sobie jego wzrok, ale usilnie starała się go ignorować.
-Hermiona proszę. Nie chcę byś do mnie wróciła. Chcę po prostu zacząć wszystko od nowa. Chociaż porozmawiaj ze mną.- jęknął. Nie mógł znieść faktu, że milczy, wydaje się obojętna na jego słowa. Bolało go to ale zdawał sobie sprawę z tego, że on wyrządził jej większą krzywdę.
Kobieta odwróciła na moment głowę i przerwała odkładanie książek.
-Jakbyś nie zauważyła, rozmawiamy.- stwierdziła.
-Hermiona...
-Jeżeli skończyłeś to wyjdź.- powiedziała nie zwracając uwagi na to, że podszedł blisko. Była na wyciągnięcie ręki ale nie odważył się jej dotknąć. Nie teraz... Jeszcze nie teraz...
-Nie wyjdę dopóki nie zgodzisz się na spotkanie. Proszę cię. Poświęć mi chociaż 15 minut. O nic więcej nie proszę.- lekko dotknął jej ramienia. Gdy nie uzyskał sprzeciwu, powoli obrócił ją w swoją stronę. Teraz był pewien ciąży dziewczyny. Od razu na jego  twarz wpłynął promienny uśmiech a w oczach zatańczył radosne iskierki. Położył rękę na zaokrąglonym brzuchu.- Zrób to dla niego.
-Niej. To dziewczynka.- powiedziała, przewracając oczami. "Pieprzony dupek. Teraz może bezbronne dziecko wykorzystywał"- ze złością zabrała jego rękę.
-Dlaczego mi nie powiedziałaś?- spytał lecz w jego głosie nie było śladu wyrzutu czy żalu.
-Dlaczego wyszedłeś do baru?- odpowiedziała pytaniem na pytanie. To wystarczyło by zrozumiał. Tamtego dnia chciała mu powiedzieć a on znowu ją zawiódł.
-Przepraszam- powiedział cicho i ukrył twarz w dłoniach- Przepraszam, że jestem takim debilem.- kobieta uśmiechnęła się słabo. Choć stojąc w bezruchu wypuściła jedną, samotną łzę.
-Nienawidzę cię.- powiedziała drżącym głosem i spróbowała obok niego przejść. Jej słowa otrzeźwiły go a dawny ogień walki na nowo ożył. Poczuł dawną chęć walczenia o to co kochał. Przyciągnął ją za ramiona i przyciągnął do siebie.
-Błagam nie mów tak- szepnął i opuszkami palców delikatnie dotknął jej policzka. Pod wpływem jego dotyku zesztywniała ale po chwili rozpłynęła się w rozkoszy a miły dreszcz przepłynął przez jej ciało. Mimowolnie zamknęła oczy.
-To prawda- wyszeptała nadal czerpiąc radość z zaistniałej sytuacji.- Nie potrafię inaczej Draco. Nie potrafię znowu ci wybaczyć.
-Więc nie wybaczaj. Nie proszę cię o to bo wiem nie zasługuję. Wiem, że cię skrzywdziłem a obiecywałem. Tak cię skrzywdziłem. Chciałem być z tobą szczęśliwy a sam siebie zraniłem. Przepraszam.- przysunął się bliżej tak że poczuł jej ciało przy sobie. Oparł swoje czoło o jej i schował kilka długich loków za ucho.- Przepraszam... Tak bardzo żałuję.
-Wyjdź. Wyjdź zanim...- przełknęła głośno ślinę i poczuła lekki zawrót w głowie- Po prostu wyjdź. 
-Ale ja nie chce. chce tu zostać. Z tobą. Z naszą córeczką. Pozwól mi.- poprosił rozpaczliwie, starając się uchwycić jej spojrzenie. Wahała się. Nie chciała by odchodził ale bolała ją jego obecność, jego gesty, jego słowa. Jego dotyk parzył ją, dając niesamowite ciepło i uczucie bezpieczeństwa. Tak bardzo brakowało jej tego. Nic nie odpowiedział. Bała się, że głos ją zawiedzie i pokaże, że tęskni.- Pozwól mi.
Powoli odsunęła się od niego i objęła dłońmi jego twarz, Uśmiechnęła się z oczami pełnymi łez i wypowiedziała kilka ważnych dla niego słów.
-Pozwalam ci.- wyplątała się z jego prawie żelaznego uścisku i ruszyła w stronę zaplecza. Po drodze wytarła mokre policzki.- Nie zmarnuj tej szansy.
Usłyszał jeszcze zanim zniknęła. Uśmiechnął się zwycięsko. Wygrał bitwę, teraz musi wygrać wojnę.

~*~ 

Przez następny miesiąc codziennie przychodził i opiekował się nią i małą Anabel. Kobiecie to odpowiadało, a rozmowy z nim odprężały. Mężczyzna nie naciskał i nie wracał do błędów przeszłości. Oboje postanowili zapomnieć i żyć dalej. Jak na razie udawało im się to. Mężczyzna był bardzo szczęśliwy, że mógł widywać miłość swojego życia. Chciał udowodnić jej, że tym razem nie zawiedzie jej. Na każdym kroku pomagał i rozśmieszał ciężarną dziewczynę. Powoli przywracał dawny spokój. Musieli przyznać, że brakowało im takich chwil jak w Hogwarcie. Czasów kiedy spotykali się potajemnie. Byli szczęśliwi i głupi. Młodzi, pragnący zabawy. Rok po skończeniu szkoły oświadczył się Hermionie i zamieszkali razem. Wtedy on potrzebował innych rozrywek niż jego przyszła żona. Ona cierpiała, a on się bawił. On był ślepy, a ona naiwna. Przeszłość... Krwawa i piękna przeszłość. Ciągle żywe, lecz już martwe wspomnienia.

~*~

Drzwi do kawiarni otworzyły się i stanęła w nich roześmiana kobieta z męską marynarką na ramionach. Za nią stał wysoki blondyn z tajemniczym wyrazem twarzy. Nachylił się nad nią i wyszeptał kilka słów. Ona posłusznie ruszyła do stolika, który dyskretnie jej wskazał. Usiedli przy oknie. Draco zamówił dla nich dwie gorące herbaty i czule spojrzał na promienną dziewczynę. Ona nie zwracała jednak na niego uwagi a patrzyła na zalaną słońcem ulicę. Goniła wzrokiem za latającymi liśćmi. Jesień powoli zbliżała się a ona była coraz starsza. 
-Hermiona, wszystko w porządku?- spytał cicho, podając jej do ręki kubek.
-Co?- spytała zdezorientowana. Po chwili sama się uśmiechnęła, widząc jego rozbawioną minę.- Nie patrz tak.- powiedziała z wyrzutem, biorąc łyka napoju, czując jak przyjemne ciepło rozchodzi się po jej drobnym ciele. Draco z przyjemnością obserwował ją i każdy jej najmniejszy ruch.
-Jak?- spytał prawie szeptem, nie chcąc popsuć nastroju. Odwróciła się w jego stronę i uśmiechnęła szeroko, ale nic nie odpowiedziała.- Wiesz... Minęło już dużo czasu. Dużo myślałem. Dużo zrobiłem.- dotknął lekko jej dłoni a ona je złączyła. Spojrzeli sobie w oczy ale ona szybko uciekła wzrokiem.- Nie chcę wracać do błędów przeszłości. Nie chce w ogóle wracać do przeszłości. Dlatego chcę abyś została moją dziewczyną. Pragnę tego jak nigdy wcześniej. Proszę cię.
-Draco ja...- wykrztusiła zaskoczona ale nie zdążyła dokończyć bo drzwi do kawiarni otworzyły się a w nich stanęła Ginny Weasley, a raczej już Potter. Malfoy przeklinał w myślach ją, że nie mógł usłyszeć odpowiedzi. Hermiona natomiast siedziała znieruchomiała i patrzyła jak rudowłosa podchodzi do ich stolika z wrednym uśmiechem na ustach.
-Cześć Draco. Jak dobrze cię widzieć.- zachichotała jak słodka idiotka i nie zwracając uwagi na Hermione nachyliła się nad nim ukazując piersi.- Nie cieszysz się, że mnie widzisz i nasze dziecko?- powiedziała najgłośniej jak się da i położyła dłoń na brzuchu. Malfoy zmarszczył gniewnie brwi i wstał.
-Co ty pieprzysz kobieto? Nigdy się nie spotykaliśmy. Nigdy byliśmy ze sobą. Po co to robisz? Mało skrzywdziłaś niewinnych osób? 
Wszystko sobie zaplanował. Zrobił wszystko co w jego mocy by było jak najlepiej, a ona tak po prostu przyszła i zniszczyła to co budował przez kilka tygodni. 
-Ja tylko mówię- szepnęła kokietacyjnie. Hermiona ze łzami w oczach wstała i próbowała wyjść ale on skutecznie jej to uniemożliwiał.
-Zaczekaj chwilę. Ona kłamie, musisz uwierzyć. To kłamstwa. Zwykłe kłamstwa. 
-Zostaw mnie i nie dotykaj.- wycedziła, tracąc nad sobą panowanie. Odwróciła się do Ginny i spojrzała na nią wzrokiem bazyliszka.- Jesteś wredną suką. A tobie Malfoy- wskazała oskarżycielsko palcem na osłupiałego mężczyznę. nigdy więcej ci nie zaufam. Nigdy więcej. Pieprzony dupek.- odepchnęła go od siebie i wybiegła z kawiarni. Szła zaślepiona łzami, co chwile je ocierając z policzków. Szła przed siebie, nie zwracając uwagi na otaczający ją świat. Szła do póki błysk światła nie oślepił ją a ona poczuła jak powoli traci oddech o upada na zimny asfalt. Nic więcej.


* cytat z "Miasta szkła" Cassandry Clare
~~~~~~
Cześć wszystkim. 
Druga część miniaturki za Wami ale zostaje jeszcze kwestia trzeciej. Nie wiem czy chcenie abym napisała dalszą część. Chociaż mam pomysł to potrzebuje więcej czasu. Mam nadzieję, że w ferie uda mi się odpocząć ale póki co mam jeszcze tydzień szkoły, więc życzcie mi powodzenia bym nikomu nie zrobiła krzywdy. Wczoraj zaczęłam pisać kolejną miniaturkę. Będzie inna niż wszystkie, ponieważ będą one do piosenek. Mówię to dlatego, że zamierzam napisać jedną, całą, długą miniaturkę, więc trochę mi to zajmie. W między czasie jeszcze zostaje opowiadanie główne. Mam nadzieję, że nie zanudziłam Was na śmierć.
Trzymajcie się ciepło,
Dark Liliane

wtorek, 31 grudnia 2013

Rozdział VI- Czas

Część II- Miłość
I've been treated so wrong, 
I've been treated so long 
As if I'm becoming untouchable 
I'm a slow-dying flower 
In the frost-killing hour 
Sweet turning sour and untouchable-
Natalie Merchant "My Skin"

-Ile razy można do cholery Wam mówić, że to nie ja!- krzyczałam i dławiłam się własnymi łzami. Byłam już wyczerpana. Godziny przesłuchań dłużyły się niemiłosiernie. Co chwile ktoś inny przychodził by zadać mi nowe pytania. Pytania pułapki tak bym się przyznała do tego czego nie zrobiłam. Jeszcze nie.- To nie ja! Jestem niewinna! Musicie mi uwierzyć!
-Mamy niezbite dowody na to, że to właśnie Pani zabiła tą biedną dziewczynę.- powiedział spokojnym głosem jakiś mężczyzna.- Jeszcze raz się pytam. Poznaje ją Pani?- spytał podsuwając mi fotografię. Nawet na nią nie spojrzałam. Doskonale wiedziałam jaki obraz tam zastane. Zmasakrowane ciało. Nagie i zakrwawione.
-Ile można mówić, że tak! Kochałam ją! Była dla mnie jak siostra! Nigdy się nie pokłóciłyśmy! Nigdy nie okłamałyśmy! Nigdy nie zrobiłam jej krzywdy! Musicie mi uwierzyć.- powiedziałam zrezygnowana. –Nic nie wiem. Nie wiem kto ją zabił. Na prawdę.
-Ty ją zabiłaś i teraz kłamiesz.- powiedziała kobieta siedząca niedaleko mnie. Od początku patrzyła się na mnie i obserwowała. Za każdym razem gdy coś powiedziała wydawało się jakby jej słowa były ostrzejsze niż nóż i wbijały się w serce. –Wiesz kto to zrobił bo to byłaś ty. Ty ją zabiłaś.
-Ta pewność siebie musi być naprawdę trudna do zniesienia, prawda?- spytałam i od niechcenia spojrzałam. Dopiero po chwili zrozumiałam swój błąd. Wtedy kiedy wiłam się  z bólu i błagałam w myślach żeby przestała.
-Kolejne kłamstwo to kolejne Crucio. Zapamiętaj to lepiej.- syknęła mi do ucha, gdy tylko mało delikatnie pociągnęła mnie za włosy do góry. –Zabierzcie ją stąd.
Rzuciła w stronę strażników, którzy zabrali mnie siłą do jednej z wielu cel.
-Jestem niewinna! Musicie mi uwierzyć! Ja tego nie zrobiłam!-zdążyłam wykrzyczałam zanim zostałam brutalnie wepchnięta do małego pomieszczenia.
~*~
-Nie wierze Potterowi. On coś knuje.- powiedziałem na głos.
-Malfoy. Chłopie. Co roku to mówisz.- załamał ręce jego najlepszy przyjaciel. Od dwóch godzin siedzieli we trójkę pogrążeni w rozmowie. Próbowali znaleźć sposób by pomóc nieszczęśliwej Gryfonce. Draco nie wierzył w dobre intencje Złotego Dziecka. Nie po tym co usłyszał od Hermiony. Nie po tym co zobaczył. Za każdym razem gdy Ginny usłyszała jakąś wzmiankę o swoim byłym chłopaku, sztywniała na moment i nie odzywała się. Dziwiło mnie to. Zawsze myślałem że przyjaciółka Granger była szczęśliwa z Bliznowatym ale chyba na to nie wygląda. Sam Potter się zmienił. Każdy to wiedział ale nie myślałem że aż tak bardzo. A może zawsze taki był...?
-Malfoy...Malfoy słyszysz mnie?- szturchnął mnie ktoś.
-Co?-odpowiedziałem najinteligentniej jak potrafiłem.
-Malfoy nie zmieniaj się nam w Pottera.- usłyszałem kobiecy głos i śmiech dwójki osób.
-Malfoy. Głupku nie wygłupiaj się.- powoli zaczynało dochodzić do mnie gdzie jestem i co robię w danym pomieszczeniu.
-Coś się stało? Czego się tak na mnie patrzycie?- spytałem patrząc to na dziewczynę to na czarnoskórego chłopaka.
-Muszę ci powiedzieć stary, że jesteś idiotą, ale dobra wiadomość jest taka że ty to już wiesz.-uśmiechnął się do mnie w ten dawny ślizgoński sposób i poklepał przyjacielsko po ramieniu.- My z Wiewiórką idziemy już.
Gdy byli w progu Zabini odwrócił się do mnie i powiedział:
-Następnym razem gdy będziesz chciał sobie pofantazjować wybierz sobie inne okoliczności Malfoy.- Gin puściła mi oczko i wyszli razem. Kompletnie nie wiedziałem o co im chodzi no ale cóż... zrozumieć kobiet się nie da... teoretycznie... ale Blaise? To ja już wolałbym zaprzyjaźnić się z Voldemortem.
~*~
Cisza... Ciemność... Chłód...i dementorzy. Nasycili się mną chyba już wystarczająco skoro tylko pilnują mnie. Mam taką nadzieję. Jestem już wykończona i zmarznięta. Szczerze? Chciałbym umrzeć. Umrzeć by nie móc czekać na powolną śmierć tutaj. Gnić w Azkabanie... też mi coś. Czy ktoś pomyślał, że może mam ciekawsze rzeczy do robienia niż siedzenie w ciasnej celi. Duszę się. Duszę się. Mam tlen ale nie potrafię nim oddychać. W takiej chwili jak ta chciałabym wyłączyć się. Wyłączyć uczucia. Wyłączyć wszystko... Nic nie czuć...Nie czuć bólu, zimna i tej całej tęsknoty za lepszym życiem i  te pieprzone uczucie żalu. Nie chce tu być. Nie chcę siedzieć w ciemnościach bo wiem że w nich jestem. Chce stąd odejść. Niech ktoś mnie uratuje... Błagam! Zabierzcie mnie stąd! Zrobię wszystko, tylko mi pomóżcie...
Oddycham ale nie płaczę. Może już nie potrafię?
Krzyczę lecz tego nie słychać. Czyżby uczucie bezsilności wszystko mi odebrało?
Oddycham i wszystko czuję. Czuję że jestem prawie martwa a jednak żyję...
Spadam w dół. Czuję to. Z każdym oddechem. Z każdym krzykiem coraz bardziej oddalam się od tego cholernego świata.
Spadam w ciemną otchłań. W ciemniejszą niż do tej pory. Otwierasz oczy i otacza cię ciemność.
Czujesz lekki wiaterek i drżysz. Dreszcz, jeden po drugim, pomiata twoim ciałem.
Unoszę się i opadam. Czy umiem już latać? Czy nadal umiem płakać? Czy nadal umiem krzyczeć i... Czy nadal umiem Cię kochać?
Spadam.
Słyszę jak ktoś podchodzi do mojej celi i szybkim ruchem otwiera zasuwę.
-Wstawaj. Za godzinę jest rozprawa.- usłyszałam. Powoli stanęłam na nogi a po chwili widziałam ciemność.
~*~
Czekaliśmy niecierpliwie przed salą. Ja, Draco Malfoy, Ginny Weasley i Blaise Zabini. Czekaliśmy a Pottera nie było. Ani jego ani jego parszywego przyjaciela. Czekaliśmy aż rozprawa się zacznie. Czekaliśmy ale nikogo nie było. Spojrzałem na wielki zegar, który wisiał nad mosiężnymi drzwiami. Już dawno powinniśmy być wezwani a nie widziałem żeby ktokolwiek wchodził lub wychodził stamtąd. Dziwne. Może po prostu nowe dowody. No nic. Trzeba poczekać. Z tą myślą siedziałem jeszcze kilka minut aż w końcu nie wytrzymałem i podeszłem do drzwi z zamierem otworzenia ich ale ktoś mnie uprzedził.
-Potter.-wycedziłem przez zęby i zacisnąłem pięści.
-Ciebie też miło widzieć Malfoy. Rozprawa będzie jutro.- powiedział opanowanym głosem.
~*~
Otoczyła mnie ciemność. Mój stary-nowy przyjaciel powrócił ale zniknął tak szybko jak się pojawił. Czyżby dobrze mi znana ironia losu? Możliwe. Nie wiem jak długo siedziałam przywiązana do krzesła. Nie wiem jak długo byłam nieprzytomna. Pamiętam tylko jak wlano na mnie kubeł zimnej wody. Od razu otworzyłam szeroko oczy. Oni śmiali się ze mnie po kolei, a ja siedziałam sztywno na krześle ani drgnęłam. Gdy wszyscy wyszli próbowałam  uwolnić ręce. Zagryzałam wargę z bólu. Nie chciałam sprawiać im satysfakcji, krzycząc.  Wiedziałam, że by usłyszeli. Czułam ciepłą krew spływająca po moich rękach. Za bardzo się szarpałam. Za mocno mnie przywiązali. Nie miałam więcej siły ale nadal próbowałam. Uparta Gryfonka. Zaśmiałam się z własnej głupoty i spuściłam głowę. Do czego się doprowadziłam. Do kościstej sylwetki? Tak. Chyba tylko do tego. Wyglądałam przeraźliwie. Jak duch, ale musiałam trafić dopiero tutaj by zrozumieć wszystko. Siedzenie w celi, dużo czasu. Tak. Zdecydowanie za dużo czasu na przemyślenia. Eh... przestań się kręcić wreszcie Hermiono! To nie pomaga. Zamykam ponownie oczy i widzę ciemność. Znowu. Lecz nie chce mnie otowyczyć swoimi bezpiecznymi ramionami. Co złego znowu zrobiłam, że zasługuję na taką karę? Biorę głęboki wdech i ze świstem wypuszczam powietrze przez usta. Czekam dalej i nic. Czeka i czekam. Rozprawa powinna dawno się zacząć to dlaczego tu jestem. Może Draco znalazł Rona i mnie uwolnią. Mam taka nadzieję. Czekam dalej. Nie potrafię stwierdzić po jakim czasie drzwi do jasnego pokoju, w którym się znajdowałam, otworzyły się z lekkim skrzypnięciem a do pokoju wszedł On. Otworzyłam szeroko ze zdziwienia oczy i zachłysnęłam powietrzem. Nie mogłam uwierzyć, że przede mną stoi człowiek z tym charakterystycznym ironicznym uśmieszkiem na twarzy.
~*~
-Jak to jutro?- spytałem oszołomiony. Jeden dzień. Jeden dodatkowy dzień. Dla nas dzień na znalezienie jakiegoś rozwiązania a dla niej cierpienia. – Dlaczego?
-Znalazłeś tego idiotę?- spytała Ginny stając obok mnie. Potter zignorował moje pytania i odpowiedział jej.
-Nie- powiedział szczerze. Czekał tylko na moją reakcję. Czułem jak we mnie wszystko się gotuje ale nic nie odpowiedziałem.- Ale…- powiedział po chwili.
-Co ale?- spytała rudowłosa dziewczyna.
-Ale…..


~*~

-Witaj córeczko.- powiedział chłodno i zamknął drzwi. Przełknęła głośno ślinę gdy podszedł do niej i nachylił się a jego chłodny oddech na  szyi zamroził mi krew w żyłach.
-Co chcesz zrobić?- spytała, nieudolnie próbując zamaskować strach wyczuwalny w jej głosie.
-Nic skarbie, nic. Ja nic od ciebie nie chce. Nic nie wymagam. Po prostu przyszedłem się z tobą zobaczyć kochanie.- szepnął jej do ucha, a ona musiała z całych swoich sił stłumiła odruch wymiotny.
-Odejdź.- powiedziała z zaciśniętymi zębami ale nic takiego się nie stało. Czuła jak jego dłonie niebezpiecznie dotykają jej dłoni. Żołądek podjechała jej do góry a łzy napłynęła do oczu. Przygotowała się na najgorsze ale ona ze zdziwieniem zobaczyła że ma je wolne. Jej ojciec powoli stanął przed nią.
-Nie chce ci zrobić krzywdy kochanie. Nie dzisiaj.- powiedział a ona nadal nie potrafiła obudzić się z szoku. 

~~~~~~~~~~
Hejka wszystkim.
Dziękuję. Przepraszam. Upojnego Sylwestra.
Dziękuję za to że jesteście.
Przepraszam za jakiekolwiek błędy, wybaczcie nie sprawdzałam notki i przepraszam za tak krótki rozdział. Tyle zdążyłam napisać, by miało to sens. Nie chciałam pisać bezmyślnie a potem złościć się na siebie, ze to zrobiłam.
No i szczęśliwego Nowego Roku! Kochani życzę Wam aby ten przyszły rok był dla Was o wiele, wiele lepszy od tego. No i wiecie aby Wasze marzenia powoli się realizowały a Wy abyście mieli większą pewność siebie a wszystkie zmartwienia niech po prostu odejdą w zapomnienie. Co niektórym życzę aby wrócili do domu o własnych siłach i no braku kaca.
Pozdrawiam, 
Dark Liliane

wtorek, 24 grudnia 2013

Miniaturka IV cz.I- "Ciągle żywe lecz już martwe wspomnienia"


"Ciągle żywe lecz już martwe wspomnienia"


"And the sadest fear comes creeping in
That you never loved me or her or anyone or anything
Yeah..."-
Taylor Swift "I knew you were trouble"

-Mógłbyś chociaż przestać udawać, że ci zależy!- krzyknęła młoda kobieta wyglądając przez okno.
-Nie udaje! Na prawdę cię kocham! Na prawdę mi zależy! Musisz uwierzyć.- młoda mężczyzna był w stanie błagać swoją narzeczoną na kolanach. Jak mógł być taki głupi. Mógł zachować się dojrzałe i zostać w domu. Ale nie. On, sławny arystokrata musiał pójść do baru i napić się. Zawsze musiał coś spieprzyć. A podobno się zmienił...
-Nie wierzę ci! Kłamiesz! Za każdym razem kłamiesz a ja ci jak głupia wierzę!
-Skarbie...- próbował ją jakoś udobruchać ale zamiast polepszyć to pogorszył swoją sytuację.
-Nie. Mów. Do. Mnie. Skarbie.- wycedziła przez zaciśnięte zęby. Odwróciła się do niego i podeszła bliżej. Po krótszej chwili odezwała się głosem wypranym z emocji.- Nie wierzę ci. Nie uwierzę już nigdy.
Ciągle mnie okłamujesz.- rzuciła oskarżycielsko w jego stronę i założyła ręce na piersiach. Gdy jej nie odpowiedział, krzyknęła. Te wszystkie sytuacje doprowadzały ją do szału.- Nawet nie zaprzeczysz! Jesteś dupkiem!
-Musisz przyznać, że cholernie przystojnym i inteligentnym dupkiem.- mruknął pod nosem za co oberwał od narzeczonej lekko w ramię. Uśmiechnął się do niej delikatnie. Nie chciał jej już denerwować. Wiedział, że prędzej czy później mu wybaczy.- Przepraszam. Tak bardzo cię kocham. Nie wiem dlaczego tam poszłem. Nie zrobię tego więcej.-powiedział a ona opuściła ręce i spojrzała mu oczy- Przysięgam na nasze dzieci, które będziemy mieć.- podszedł do niej i lekko przytulił. Ona jednak go nie odwzajemniła a odsunęła się na odległość
kilka centymetrów i odpowiedziała zduszonym głosem.
-Poświęciłam dla ciebie wszystko. Straciłam rodzinę, przyjaciół. Wszystko.- zmusił ją do spojrzenia w jego błękitne tęczówki. Gdy zobaczył ból i cierpienie zrozumiał jaki błąd popełnił. A teraz będziesz musiał zapłacić za to najwyższą cenę. Wszystko dla ciebie a ty nigdy nie potrafiłeś tego docenić. Kochałam cię przez cały czas.
Wybaczałam wszystko. Znosiłam każde poniżenie. Wierzyłam ci. Zawsze ci wierzyłam a ty za każdym razem robiłeś to samo. Ale teraz nie wierzę ci już. Nie potrafię zaufać bo sam mnie odrzucasz. To ja  zawsze się starałam, traktowałam nasz związek poważnie, ale ty wolisz się bawił.
-Nie. To był ostatni raz. Błagam. Nie rób mi tego. Zaufać ostatni raz. Kocham cię najmocniej na świecie. Wybacz ten ostatni raz.- ale ona tylko pokręciła energicznie głową i zrobiła dwa kroki w tył. Ze łzami
w oczami zdjęła pierścionek zaręczynowy i położyła  na dłoni zszokowanego mężczyzny.- Hermiona- szepnął rozpaczliwie, patrząc jak dziewczyna wychodzi z salonu. Zacisnął mocno dłoń na pięknej ozdobie i wyszedł na korytarz. Stała ubrana w jasny płaszcz i miała zamiar wyjść. Zamarła z dłonią na klamce gdy usłyszała jego głos.-Nie odchodź. Nie zostawiaj mnie. Błagam nie odchodź.- powoli podszedł w jej stronę. Delikatnie ujął jej twarz i powiedział cicho-Kocham cię.
Kocham najbardziej na świecie. Nie chce... Nie pozwolę ci odejść. Nie teraz.- strzepnęła"mało delikatnie" je z siebie i przylgnęła ciałem do drzwi.
-Nie.- powiedziała stanowczo a po smutku i roztargnięciu nie zostało nic.- Nie wytrzymam już tego dłużej. To ja cię potrzebowałam a nie tamte panienki! To ja ciągle ratowałam nasz związek! Budowałam to co ty niszczyłeś swoją głupotą! To koniec Draco. Koniec.
-Daj mi ostatnią szansę. Zrobię wszystko. Błagam cię...- powiedział ale ona szybko wyszła z mieszkania i teleportowała się w znane sobie miejsce.

Dwa złamane serca.

Dwa młode ciała.
Dwie zranione duszę.
Czy pozwolą dać sobie pomóc?

~*~
Młoda, samotna kobieta szła niezbyt zatłoczoną ulicą. Była uśmiechnięta a od jej ciała można było poczuć niesamowitą energię. Każdy kto znał ją wiedział, że to tylko pozory. Znowu nałożyła maskę tak jak w czasie wojny. Swoje cierpienie odrzuciła na dalszy plan i zdawałoby się, że jest perfekcyjna w tym co robi. No ale przecież Hermiona Granger zawsze była perfekcyjna a teraz chciała wrócić do swojego życia i zapomnieć, że kiedykolwiek związała się z Draco Malfoyʹem. Codziennie wmawiała sobie, że to tylko zły sen. Jeden wielki koszmar. Koszmar, w którym żyła. Codziennie budziła się i miała nadzieję, że się w końcu obudzi. Dużo czasu zajęło jej zrozumienie sytuacji w jakiej jest. Dużo myślała. Dużo czasu zajęło jej zrozumienie sytuacji w jakiej jest. Dużo chciała zmienić, ale nie mogła. Ta miłość ciągle w niej była. Miłość do mężczyzny, którego powinna z całego serca nienawidzić, była mocno zakorzeniona w jej dobrym sercu. Postanowiła, że wykorzysta to co nauczył ją jej ukochany. Mimo wszystko być silną i nieugiętą. Ona postanowiła tylko udawać taką choć wiedziała, że gdyby go teraz zobaczyła musiałaby uciec przed wykrzyczeniem mu jak bardzo go kocha i jak bardzo za nim tęskni. Godryku! Nawet brakuje jej tych samotnych wieczorów przy kominku czekając aż wróci, aż zobaczy ślad szminki na jego policzku czy koszuli. Tęskniła nawet za tym jak ją przepraszał i mówił, że się zmieni. Tęskniła za jego niewiernością, którą musiała znosić. Chciałaby powiedzieć, że teraz kłamie. Ale nie potrafiła wyprzeć się swych uczuć, tak pięknych a za razem zabójczych. Emocje... Miała dość. Miała dość wszystkiego co ją otaczało.

Nawet książki jej nie interesowały. Nie potrafiła się na tym skupić. Gdy sięgała po coś od razu widziała scenę z malutkiego mieszkania w centrum Londynu. Nie. Koniec. Nie może już dłużej o tym myśleć. Teraz powinna pomyśleć o jej dziecku. Ich dziecku. Uciekła i nie powiedziała mu ale chciała. Chciała ale tamtego dnia nie umiała znieść kolejnego upokorzenia z jego strony. Nie potrafiła wyjść i za kilka minut wrócić, pytając się jego co chce do picia. To już nie wróci. Odeszła i zaczęła nowe życie. Bez niego. Wiedziała, że nigdy go nie zapomni tym bardziej, że pod zakrwawionym sercem nosi ich dziecko. Zawsze będzie pamiętać, że jej przyjaciele odwrócili się od niej i zostawili. Potraktowali ją jak śmiecia tylko dlatego, że pokochała nie tego
mężczyznę. Teraz gdyby się dowiedzieli, że została sama z dzieckiem zwyczajnie by ją wyśmiali. Śmieliby się z jej głupoty. Weszła do malutkiej księgarni na rogu ulicy. Od razu zdjęła cieniutki sweterek i położyła obok lady.
 -Cieszę się, że w końcu przyszłaś.- powiedziała nieznajoma kobieta w średnim wieku, która wyszła z magazynu. Uśmiechnęła się promiennie i podeszła bliżej.
-Wiesz, że nie miałam wyjścia Tatiano. Zostawiłam sama i muszę na siebie zarobić.- z przyzwyczajenia dotknęła już lekko zaokrąglony brzuch ale szybko zabrała dłoń. Nie chciała teraz o tym myśleć. Nie teraz. Kobieta nie zwróciła jednak na to najmniejszej uwagi.
-Mimo wszystko się cieszę. Brakowało mi ciebie. Gdy odeszłaś było tutaj całkiem nudno i nic się nie działo. No ale nie stój tak. Usiądź a ja zrobię coś do picia.- odpowiedziała i weszła do pomieszczenia obok. Hermiona rozejrzała się i z uznaniem stwierdziła, że nie się tutaj nie zmieniło. Przymknęła na chwilę oczy by móc stwierdzić, że naprawdę brakowało jej tego miejsca.

~*~

-Malfoy. Malfoy- ktoś cicho zacmokał nad uchem pijanego mężczyzny. Z lekkim trudem odwrócił głowę i spojrzał leniwie na przyjaciela- Podnoś swoje cztery litery jak najszybciej dopóki jestem miły.- nachylił się
nad nim jeszcze bardziej i złowrogo wysyczał w wrażliwy narząd słuchu.
-Stary. Wyluzuj. Zobacz, życie jest piękne.- powiedział blondyn i tylko on wiedział jak zabolały go jego własne słowa.
-Nie denerwuj mnie.- ponownie warkął i zacisnął pięści czarnoskóry mężczyzna- Wstawaj. Wychodzimy.- widząc zagubiony wzrok przyjaciela dodał stanowczo- Teraz.
-Przestań traktować mnie jak dziecko.- rzucił lekko ale w jego głosie dało się wyczuć pretensje. "Chcesz żeby traktować cię jak dorosłego? Terapia wstrząsowa cześć pierwsza"- pomyślał Blaise a na jego twarz wpłynął uśmiech pełen złośliwości.
-Dobrze.- usiadł obok niego i mówił opanowanym głosem nawet na niego nie zerkając- Ty tutaj siedzisz i użalasz się nad sobą, a ona żyje dalej. Widziałem ją dzisiaj- zrobił efektywna przerwę gdy zobaczył jak zszokowany chłopak odwraca się w jego stronę ale Zabini zdawał się nie zauważać go lub po prostu był za bardzo zadowolony z tej reakcji- Uśmiechała się. Szła ulicą. Sama.- rzucił od niechcenia. Nie mógł powstrzymać uśmiechu na wspomnienie jej własnego. Mu też go brakowało.
-Ja u siedzę a ona się uśmiecha.- powiedział załamany.
-Dokładnie.- przytaknął zadowolony z siebie- Kochasz ją. Ona kocha ciebie. Wystarczy się ogarnąć i zawalczyć o nią.
-Ona mnie nienawidzi. Nie kocha. Nie wybaczy mi. Nigdy.- oświadczył pewien swoich słów.
-To twoje słowa. Twoje myśli. Wiesz zawsze możesz próbować. Malfoy. Nie poddawaj się bo cię zabije. Przysięgam że to zrobię. A wiesz że potrafię.- powiedział poważnie ciągle patrząc przyjacielowi prosto w
oczy. Ten wstał i na chwiejnych nogach ruszył do wyjścia.
-Zabini rusz się! Nie mam całego dnia!- krzyknął wychodząc. Zapowiada się długa noc... 


~~~~~~~~
Witam wszystkich!
Nie chciałam Wam dawać niedokończonej miniaturki ale postanowiłam zrobić Wam prezent. Przy tej okazji chcę Wam złożyć najserdeczniejsze życzenia z mojego serca. Życzę Wam wszystkich miłych, pogodnych i spokojnych świąt oraz dużo prezentów lub jak wolicie mniej, spełnienia marzeń i wszystkiego co najlepsze. 
Chciałabym również Wam podziękować za to, że jesteście i czytacie moje opowiadanie. Jestem Wam dozgonnie wdzięczna, że jesteście przy mnie i mnie wspieracie. Dziękuję Wam wszystkim.
Przepraszam za jakiekolwiek błędy ale nie sprawdzałam. Wybaczcie mi. 
Dark Liliane

sobota, 7 grudnia 2013

Miniaturka III- "Kochaj mnie do samego końca"


„Kochaj mnie do samego końca”

Unconditional, unconditionally
I will love you unconditionally
There is no fear now
Let go and just be free
I will love you unconditionally-
Katy Perry "Unconditionally" 


Stałam nad brzegiem morza. Chłodny wiatr targał mi włosy. Byłam ubrana w letnią, cienką sukienkę, którą on tak lubił. Wpatrywałam się w horyzont, a fale odzwierciedlały mój aktualny stan umysłu. Przed chwilą spokojne, a teraz burzliwe. „Sztorm”- pomyślałam. Mogłabym bez problemu powiedzieć, że moje życie jest jak sztorm. W jednej chwili spokojnie, czasami monotonnie a zaraz wszystko się burzy i nie zostaje już nic. Kochałam tutaj przesiadywać odkąd on postanowił wymazać mnie z pamięci. Potrafiłam siedzieć tutaj godzinami dopóki zmartwiona Ginny nie przyszła. Na same wspomnienia o tym co mogło być zaczęłam płakać. Słone krople spływały po moich bladych policzkach bez opamiętania. Łzy... Nigdy nie lubił kiedy płakałam. Ciekawe co by powiedział gdyby mnie teraz zobaczył. Ile czasu już minęło? Nie wiedziałam. Wiedziałam tylko, że to wszystko boli i że zostawił mnie samą. Chyba mogłam się tego spodziewać, nieprawdaż? On- taki dobry, uczciwy i opiekuńczy dla bliskich, wredny i arogancki dla wrogów. Czy jestem jego wrogiem? Nie wiem... Z pewnością nie kimś ważnym... Pamiętam każde jego słowo, każde „kocham cię”, które mówił mi cicho i wypowiadał głośno. Pamiętam jak na spotkaniach z rodzicami szeptał mi do ucha sprośne teksty. Nie przeszkadzało mi to. Zaakceptowałam go, wiedząc, że nie zmieni się już bardziej. Czyżby...? Kochałam go takim jakim był. Ale musiał odejść. Zostawił tylko karteczkę z jego pięknym pismem i jedno słowo. Jedno jedyne słowo: „Przepraszam”. Nic więcej. Z moich oczu popłynęły następne łzy. Po chwili usłyszałam dobrze znany mi odgłos.
-Cześć Ginny.- powiedziałam cicho, ścierając łzy.
-Cześć.- przytuliła mnie- Znowu tu jesteś.
-To mnie uspokaja.- odpowiedziałam cicho.
-Herm... Musisz zacząć żyć normalnie.- odsunęła mnie delikatnie od siebie.- Powinnaś znowu być szczęśliwa.
-Moje szczęście odeszło razem z nim.- powiedziałam zgodnie z prawdą.
-Hermiona Jean Granger. Musisz...
-Nic nie muszę.- przerwałam jej brutalnie i spojrzałam prosto w oczy.
-On by na pewno chciał abyś ułożyła sobie życie. A twój brat...
-Przestań.- warknęłam i wyrwałam się jej z uścisku. Szłam dalej i nie oglądałam się za siebie bo wiedziałam, że już jej nie ma. Zawsze tak jest. Usiadłam na mokrym piasku i pozwoliłam łzom płynąć swobodnie. Czułam jak wszystkie zmartwienia i smutki zamiast odpływać, powracają jak bumerang.
~*~
Zobaczyłem ją tam, nad brzegiem morza. Jak zawsze piękna i do tego w mojej ulubionej sukience. Tak bardzo chciałem zobaczyć jej uśmiech i roześmiane oczy, ale ona płakała. Wiedziałem, że to przeze mnie. Musiałem to zrobić. Myślałem, że zaraz zwariuje. Chciałem podbiec do niej i przytulić, zasmakować jej ust i powiedzieć, że nie miałem innego wyjścia. Pragnąłem wziąść ją w ramiona i już nigdy nie wypuścić. Chciałem jak najszybciej stamtąd odejść ale coś a raczej ktoś mnie zatrzymał. Zobaczyłem Ginny Weasley. Nic się nie zmieniła. Te same włosy, te same oczy, tylko twarz była inna, bez cienia uśmiechu. Widziałem jak podchodzi do Miony, przytula ją i coś mówi. Po chwili starsza Gryfonka wyrywa jej się i odchodzi. Nawet nie oglądając się za siebie. Druga z nich kręci lekko głową jakby pozbywała się zmartwień i teleportuje do znanego sobie miejsca. Stoję jeszcze chwilę, ale wiem co mam zrobić. Wracam do domu, tak znienawidzonego przeze mnie. Dom jak dom, ale nie mogłem już dłużej znieść tego, że nie mieszkam w nim razem z dziewczyną, którą kocham.
-Draco! To ty?
-Tak to ja. Chce rozwodu.- powiedziałem krótko.
-Że co?! Draco! Nie możesz mi tego zrobić!- krzyknęła zaskoczona moimi słowami.
-Owszem mogę i zrobię to. Nigdy nie obiecywałem, że cię pokocham. Wiedziałaś na co się decydujesz więc nie utrudniaj tego.
-Ale Draco...
-Nie Pansy. Wiem, że minęło 4 miesiące odkąd jesteśmy małżeństwem i pół roku odkąd dowiedziałem się prawy o mojej przyszłości z tobą. Nigdy nie chciałem tego małżeństwa tak samo jak ty.
-Nie chce żeby moi rodzice zginęli.-rozpłakała się.
-Nie zginął. Wywiązali się z przysięgi więc będą żyć spokojnie tak samo jak moja matka.- przytuliłem ją i wyszeptałem cicho do ucha.- Kocham Cię ale jak siostrę. Zawsze możesz się zgłosić do mnie o pomoc. Pamiętaj.
-Dziękuję ci za wszystko Draco.Też cię kocham, a teraz pójdę się spakować.
-Nie. Ja się wyprowadzę. Należy ci się dom.-poszedłem do swojej sypialni. Jednym zaklęciem spakowałem się i wróciłem do salonu. Podszedłem do kobiety, która już nie płakała. Pocałowała mnie lekko w policzek.
-Dziękuję ci jeszcze raz, a teraz leć do Hermiony.- puściła mi oczko, a słaby uśmiech pojawił się na jej twarzy.
-Skąd ty...?- chciałem spytać ale nie dokończyłem.
-Widziałam jak na nią patrzysz. Zresztą trudno nie zauważyć.- pokiwałem głową na znak, że rozumiem. Gdy byłem już na korytarzu usłyszałem jej krzyk- Nie spieprz tego idioto!- Uśmiechnąłem się do siebie i teleportowałem do najbliższego hotelu.

~*~
Wyjechałam z kraju aby odciąć się od tego wszystkiego co mnie przytłaczało. Uciekłam jak zwykły tchórz. Tak. Ta sławna Hermiona Jean, niegdyś Granger, która okazała się czarodziejką czystej krwi, ta odważna gryfonka uciekła. Po co? Może żeby zapomnieć. Może za bardzo bolało ją gdy widziała go przez przypadek na ulicy. Może dłużej nie zniosła by tych wszystkich miejsc, w których byli razem. Tych wszystkich wspomnień związanych z jego osobą. Zastanowiłam się dlaczego odszedł. Przecież byliśmy razem gdy uważał mnie za szlamę i wtedy kiedy dowiedziałam się o swoim prawdziwym pochodzeniu i rodzinie. No właśnie rodzina. Granger’owie osunęli się ode mnie. Moi prawdziwi rodzice nie żyją. Jedynie został mój brat, Ian. Kocham go całym sercem. Czułam, że on jedyny rozumie mnie. Nie tak jak Ginny, która mi pomaga samą obecnością ale za często naciska. Wie, że chce mojego szczęścia ale nie potrafi patrzeć jak cierpię. Odkąd związała się z Blaisem Zabinim odpuściła sobie. Ian był inny. Bardzo podobny do mnie. Wysoki brunet o niebieskich oczach, po naszym ojcu był uczciwy i szczery a za razem stanowczy i opiekuńczy. Rozumiał mnie.
Stałam nad klifem, patrząc w dal. Już nie płakałam. Nauczyłam się żyć złudzeniem o moim Draco, który wróci i będziemy szczęśliwi. Nagle poczułam jak czyjeś ręce oplatają mnie, a broda nieznajomego wbija mi się w obojczyk. Zaśmiałam się cicho. Zawsze tak robił.
-Cześć słońce.- wyszeptał a jego ciepły oddech delikatnie drażnił moją zimną skórę.
-Hej. Gdzie byłeś?- spytałam, pozwalając mu by bardziej mnie przytulił.
-Tu i tam…- uśmiechnął się przebiegle. Ciągle to robił. Ciągle mnie denerwował.
-Ian.- powiedziałam zirytowana. Odwróciłam się w jego stronę i stanęłam najbliżej jak mogłam.
-Byłem w pracy.-rzucił w moją stronę i oparł swój policzek o moją głowę przyciśniętą do jego piersi.
-Kłamiesz.
-Nie prawda.- powiedział.
-Prawda. Dziś jest niedziela.- stwierdziłam i zaczęłam bawić się kawałkiem materiału jego koszulki.
-Zaczęłaś się orientować, że mamy coś takiego jak czas, dni tygodnia i wiesz w ogóle.- powiedział szeroko uśmiechając się.
-Przestań.- powiedziałam cicho. Spojrzałam mu w oczy i zapytałam z nadzieją w głosie.- Powiesz mi?
-Nie.
-Dobra. Niech ci będzie.- powiedziałam i przez chwilę udawałam obrażoną. Ian przewrócił teatralnie oczami i złożył delikatny pocałunek na moim czole. Od razu uśmiechnęłam się i wtuliłam, czując jak całe jego ciepło powoli mnie otacza. Z minutę na minutę robiło się coraz chłodniej mimo panującego wcześniej upału ale dzięki jego szczelnym uścisku robiło mi się gorąco. Czułam się bezpiecznie bezpiecznie jak kiedyś z nim... Poczułam niebezpieczne ukucie w sercu i zacisnęłam mocniej oczy i zacisnęłam pięści, mnąc jego ubranie. Mój brat zauważył to i westchnął cicho. Wiedziałam, że teraz intensywnie myśli by na następne kilka minut lub godzin zapomnieć o wszystkim.
-A ty co? Znowu nic nie robisz?- zapytał chodź doskonale znał odpowiedź. Nie pozwalał mi pracować mino że prosiłam go o to wiele razy.- Ciągle się obijasz. Powinnaś się czymś zająć skrzacie.- pacnął mnie w nos czym rozdrażnił mnie jeszcze bardziej.
-Czy ja ci wyglądam na skrzata?- spytałam spokojnie.
-Tak.- odpowiedział z powagą w głosie.
-Oh weź się odwal.- z bladym uśmiechem na twarzy, odepchnęłam go. Zaśmiał się głośno. Jego śmiech. Czysty i wspaniały. Idealna melodia dla mych uszu. To był inny śmiech niż mojego Draco. Ten był pełen szczerości ale i smutku. Po chwili zaczął mnie łaskotać. Sadysta... Zaczerpnęłam świeżego powietrza i uderzyłam łokciem w jego żebra.
-Pożałujesz tego diablico!- krzyknął, a w jego głosie można było usłyszeć nutkę grozy pomieszaną z rozbawieniem. –Wracaj tutaj!- usłyszałam za plecami jego głos. Zaczęłam uciekać.
-Ani mi się śni ciołku!
Zaczęliśmy się ścigać. Szybko zbiegłam na dół. Znalazłam się na plaży. Biegłam dalej aż potrąciłam jakiegoś mężczyznę. Chciałam go przeprosić niestety los chciał abym leżała na piasku. Wstała z pomocą nieznajomego, patrząc jak mój brat śmieje się.
-Przepraszam Pana bardzo –powiedziała nie odwracając wzroku od brata- ale ten idiota, znaczy o ten tamten- pokazałam palcem na chłopaka- gonił mnie.
-Spokojnie. Nic się nie stało Hermiono.- zdziwiona odwróciłam wzrok i to był mój błąd. To był on. Draco Malfoy. Mój ale nie mój. Tak bliski a zarazem tak obcy. Miłość mojego życia. Miałam chęć uciec stamtąd i rozpłakać się jak mała dziewczynka. Przeleciała wzrokiem jego sylwetkę i na nowo powróciła do twarzy. Musiała stwierdzić, że nic się nie zmienił. Nadal wysoki blondyn o szaro-niebieskich tęczówkach, które w jednej chwili odbierały jej myśli zdrowy rozsądek. Tak samo przystojny. Taki sam. Mój.
-Co ty tutaj robisz Malfoy?- spytała w końcu.
-Szukam Cię.- powiedział z tajemniczym błyskiem w oku.
-No to znalazłeś a teraz żegnam.- powiedziałam, czując jak łzy napływają mi do oczu. Odwróciłam się i chciałam odejść ale złapał mnie za nadgarstki i przyciągnął do siebie.- Puść mnie.- warknęłam chwilowo odzyskując odwagę.
-Chcę tylko porozmawiać.
-No to mamy problem bo ja nie chce.- powiedziałam zrezygnowana. Zamknęłam na moment oczy. Czego on jeszcze ode mnie chciała. Odszedł a teraz chce rozmowy.
-Proszę daj mi 5 minut.- szepnął.
-Ty nawet nie jesteś wart poświęcenia jednej minuty.- Draco mimowolnie się skrzywił słysząc jest chłodny głos. Wyrwałam mu się i zrobiłam dwa kroki w tył.- To ty wszystko zakończyłeś więc daj mi spokój.
-To nie tak jak...-próbował z rozpaczą w głosie.
-Myślę? Tak dokładnie myślę. Zresztą... Nie obchodzi mnie dlaczego odeszłeś. Zapomniałam o tym wszystkim.- z łatwością skłamałam.
-Hermiono proszę...
-Nie ma już Hermiony.- poczułąm ręce na swoich ramionach.- Ona już dawno umarła.
-Musisz mnie wysłuchać. Proszę. Nie znasz powodu. Błagam.- szepnął rozpaczliwie wyciągając dłoń w moją stronę. Skuliłam się ale nie cofnęłam.
-Nie. To ty wszystko skreśliłeś. Wolałeś odejść i zostawić tylko jedno słowo niż powiedzieć mi, ze odchodzisz prosto w twarz.
-Ian?- spojrzał na niego znacząco a ten nie miał zamiaru mu niczego ułatwiać.
-Możesz zostawić nas samych? Powiem tylko co chcę powiedzieć i...- spojrzał na mnie- odejdę jeżeli tego będziesz chciała.
-Dobra.- westchnęłam ciężko.- Streszczaj się bo jestem zajęta. A ty idź od domu.
-Będę czekać. Pa.- pocałował mnie w policzek i teleportował z głośnym trzaskiem.
-Zamieszasz tak stać i marnować mój czas czy wymyślasz kolejne wymówki?- spytałam od razu.
-Nie mam potrzeby wymyślać jakiejś badziewnej historii. Obiecaj, że nie będziesz mi przerywała.- poprosił, zostając na swoim miejscu.
-Mów.
-8 miesięcy temu  dowiedziałem się, że moi rodzice i rodzice Pansy złożyli przysięgę wieczystą mówiącą o moim i jej ślubie. Nie wiedziałem co mam zrobić. Gdybym ja lub Pansy wybrali sobie innego partnera i wyszli za niego nasi rodzice by zginęli. Byłem wściekły, zagubiony i smutny. Dobijało mnie to, że nie potrafię nic zrobić. Musiałem zgodzić się na to małżeństwo. Dużo czasu myślałem czy powiedzieć ci to wszystko, ale bałem się. Bałem się ciebie stracić. Nie chciałem cię skrzywdzić, ale wiedziałem, że nie ma dobrego rozwiązania w tej sytuacji. Ktoś musiałby cierpieć. Nie chciałem, żebyś to była ty. Nigdy nie chciałem. Po 2 miesiącach całej tej farsy zacząłem węszyć i odkryłem lukę w przysiędze. Nie było tam mowy o rozwodzie. Mogłem swobodnie to zrobić ale miałem wątpliwości. Chciałem wiedzieć czy byłabyś znowu ze mną szczęśliwa. Nie wiedziałem. Wiele razy widziałem cię na ulicy ale nie potrafiłem się przełamać i podejść. Aż w końcu dwa miesiące temu zobaczyłem cię nad morzem w tej sukience i wszystko powróciło. Wiedziełem, że cierpisz i chciałem to zmienić. Nie mogłem znieść widoku kiedy płaczesz. Tego samego dnia powiedziałem Pansy o rozwodzie. Szukałem cię ale nigdzie nie mogłem znaleźć. Nie mogłem się poddać i wtedy przypomniałem sobie gdzie mieszka twój brat. Miałem nadzieję, że cię tutaj spotkam i spotkałem...- przerwał na chwilę. Pociągnęłam nosem i starłam łzy spoczywające na moich policzkach.- Hermiona przepraszam. Powinienem był ci powiedzieć. Kocham cię. Przepraszam.
Zapadła cisza. On wpatrywał się we mnie z niemą prośbą o wybaczenie, a ja analizowałam wszystko to co mi powiedział. W końcu nie wytrzymałam. Odwróciłam się i postawiłam kilka kroków. Ale nie chciałam uciekać. Nie teraz. Zatrzymałam się i zamknęłam oczy. Wzięłam kilka głębokich oddechów. Czułam na sobie jego wzrok, pełen tęsknoty i pożądania, który nie pomagał mi w podjęciu decyzji. Decyzji o moje życie, o moją przyszłość. Schowałam twarz w ręce by uspokoić moje skołatane nerwy. Za bardzo go kochałam by odejść. Chciałam być szczęśliwa a moje szczęście było zaledwie kilka kroków za mną. Może i za chwilę popełnię błąd ale gdy nie spróbuję nigdy się nie dowiem. Odwróciłam się w stronę swojej przyszłości, swojego szczęścia, całego życia i podeszłam szybkim krokiem. Wymierzyłam mu siarczysty policzek co nie było dla niego zaskoczeniem. Bez zastanowienia objęłam swoimi drżącymi od nadmiaru emocji dłońmi jego twarz i wpiłam mu się w usta. Była kompletnie zaskoczony ale odwzajemnił pocałunek z taką samą pasją jak ja. Przyciągnął mnie mocno do siebie.
-Nigdy... więcej... tak… nie… rób…- wypowiedziałam między pocałunkami.
-Nigdy…obiecuję.

~*~

Sami nie wiedzieli ile czasu spędzili tam razem rozmawiając, śmiejąc się do rozpuku, bawiąc i przytulając. Teraz już wiedzieli, że szczęścia nie ma w przysłowiowej mugolskiej lodówce i tam się nie znajdzie to czego szuka ale przy najbliższej im osobie. Hermiona jak i Draco chcieli zapamiętać każdy szczegół z ich spotkania. Znowu zaczęli planować wspólnie przyszłość. Oboje chcieli założyć rodzinę. Kupić dom z wielkim ogrodem i psa oraz mieć gromadkę rozwrzeszczanych dzieci. Doskonale wiedzieli, że to stanie się szybko. Mimo tylu wypowiedzianych słów Draco zapamiętał tylko te, prosto z jej serca i powracał do nich w każdej wolnej chwili.
„Tak bardzo chciałam Cię nienawidzić ale nie potrafię. Wiesz miłość to głupie uczucie. Przychodzi i odchodzi niespodziewanie. Wprasza się na imprezę, na którą ją nie zapraszano. Wjeżdża butami do środka serca, zabija rozum a kiedy już jest po wszystkim odchodzi cichutko, drepcząc z nogi na nogę. Wtedy czujesz się jak ostatni śmieć. Nic nie warte ścierwo. Jak popsuta zabawka rzucona w kąt i zapomniana. Ale wiesz co? To samo uczucie ma coś w sobie. Jakąś magię. Obok tych wszystkich cierpień i smutków jest radość. Ale jeżeli chodzi o miłość to chyba każdy się ze mną by zgodził, że miłość nie zawsze ma kolor czerwony ale posiada też czerń. Miłość to najgorsze a zarazem najlepsze uczucie, Draco. Nie zawsze będzie trwać. Do każdego należy jakaś chwila. A właśnie teraz jest nasza chwila i tego się na razie trzymajmy.” 



~~~~~~~~~~
Cześć wszystkim.
Tak jak obiecywałam wstawiam niespodziankę, miniaturkę, pierwszą jaką kiedykolwiek napisałam i ma szczęśliwe zakończenie. Mam nadzieje że nie zanudziliście się przy niej. Następny rozdział będzie na pewno przed świętami. Zaczęłam już pisać więc myślę, że znajdę czas by napisać.
UWAGA! Dodatkowo umieszczam krótką miniaturkę mojej przyjaciółki. Nie wiem czy kojarzycie "Nędzników" ale tego dotyczy ta miniaturka, a raczej pewnego bohatera. Osobiście mi się podoba i myślę że Wam również się spodoba. Zachęcam do przeczytania.
Pozdrawiam z parapetu okna, ale Dark Liliane ogląda jak pada śnieg. Ulubione jej zajęcie.
Trzymajcie się ciepło.
~~~~~~~~~~


Spojrzał przed siebie i uśmiechnął się. Nie był to jego zwykły, pełen wyższości uśmiech, lecz delikatny, niemal czuły. Niemniej dowódcy legionistów wydał się wręcz bezczelny, kpiący. „Do strzału” gniewnie krzyknął, a dziesięć luf wycelowało w Enjolrasa, z jednym, tym samym celem –zadać mu ból, cierpienie, śmierć. Lecz młody rewolucjonista zdawał się ich nie zauważać. W ręku trzymał sztandar czerwony jak krew, która wytrysnęła z ciał jego przyjaciół, a w głowie miał jedną, jedyną myśl- Eponine. Już za chwilę spotkają się w lepszym świecie, w którym żadne z nich nie będzie musiało oddawać życia za wolność, która była tylko ułudą. Czyż to nie ironia? Na chwile przed śmiercią zaczął wątpić w wartość, za którą miał oddać życie. Lecz to nie było teraz ważne. Ważne było teraz jedynie to, że za chwilę spotka swą kochaną ’Ponine. Teraz nie popełni tych samych błędów, o nie. Wyzna dziewczynie prawdę o swych uczuciach, powie że ją kocha. Zrobi to, co uczynić pragnął od kiedy ją zobaczył: porwie w ramiona, spojrzy prosto w oczy i powie „kocham cię”, a następnie ją pocałuje. Szepnął „’Ponine”. Jego głos został zagłuszony przez dowódcę legionistów, krzyczącego „Ognia!!!”. Dziesięć luf z oślepiającym blaskiem wypaliło prosto w ciało młodego mężczyzny. „’Ponine” szepnął raz jeszcze, na chwilę przed tym, jak pociski przeszyły jego ciało. Poczuł ostry, palący ból . Zacisnął rękę mocniej na sztandarze, a na jego ustach wykwitł niemal triumfalny uśmiech. Ciało jego wypadło przez okno, dramatycznie zawieszone, z krwawym sztandarem łopoczącym wokół niego. A dusza Enjolrasa , wolna od trosk i bólu uleciała do nieba, prosto w ramiona ciemnowłosej dziewczyny, jego kochanej, słodkiej ‘Ponine.

Blask wystrzału. Nagły ból w miejscach, w których pociski przeszyły ciało. Podłoga uciekająca spod stóp i… ciemność. Aksamitny mrok, otulający wszystko wokół niego. Mrok i ból. I nic więcej. Mógł rozpłynąć się w ciemnościach, zlać z nimi w jedno i uwolnić się od bólu. Ale nie chciał. Z jakiegoś powodu, nie do końca jasnego, czuł że nie powinien tego robić. Ale nagle mrok zaczął się rozjaśniać, aż w końcu całkiem zniknął. Czuł się jak po wynurzeniu z wody lub przebudzeniu w nowym, obcym miejscu. Otworzył oczy i…
Ciąg dalszy nastąpi. Żart. Nie nastąpi. Bo on nie żyje. Wszyscy umarli. Smutne.